Prolog Edana
U podnóża
Gór Białych leżało małe miasteczko. Zwało się ono Taren. Żył
tam pewien piętnastoletni chłopiec imieniem Edan - wysoki, zawsze
uśmiechnięty blondyn. O nim i jego przygodach właśnie wam
opowiem. Zacznijmy od tego, że chłopiec ten przyszedł na świat w
dzień letniego przesilenia. Gdy jego matka dawała mu życie tuż
nad jej głową rozpętywała się burza z potężnymi piorunami.
Jedno z nich trafiło owego chłopca w głowę. Na szczęście
przeżył, a do tego bardzo szybko się rozwijał, pochłaniał
nową wiedzę i był silniejszy oraz szybszy niż jakikolwiek inny
młodzian w jego wieku. Ale wróćmy do teraźniejszości.
Edan
właśnie był na skraju lasu, gdy niebo zrobiło się szare od dymu,
a powietrze przeszyły lamenty i krzyki. W jego nozdrza uderzył
zapach spalenizny. Znajdował się w pobliżu wyjścia z lasu;
właśnie wracał z polowania. Ruszył pędem w kierunku wioski, a
krzyki stawały się coraz głośniejsze. Wypadł z lasu i pognał w
stronę palącego się miasteczka przygotowując łuk do strzału.
Dwieście łokci od najbliższego przeciwnika puścił cięciwę, a
strzała trafiła cel prosto między oczy. Miał smykałkę do
korzystania z tej broni. Rzucił się do trupa i zabrał jego miecz.
Minął drewnianą chatę z dachem pokrytym czerwoną dachówką i
wypadł na główną ulicę. Rozejrzał się. Na jej końcu ujrzał
grupkę ludzi okrążonych przez kilkunastu żołnierzy, odzianych w
skórzane zbroje i futra różnorakich zwierząt, celujących prosto
w przerażonych mieszkańców. Zobaczył matki tulące dzieci i mężów
zasłaniających rodziny własnymi ciałami. Brzęk wielu cięciw
dotarł do jego uszu i zobaczył padających przyjaciół, znajomych
i rodzinę... oraz swoją ukochaną. Zatrzymał się nie mogąc
zrobić kolejnego kroku. Był w szoku. Nie czuł niczego, ale po
chwili jego umysł przejaśnił się. Jego ciało wypełniła żądza
mordu i nienawiści, a ciało paliło żywym ogniem. Nie myślał o
niczym innym jak o zemście. Ruszył pędem z mieczem w dłoni i
bojowym okrzykiem, ale zatrzymał się po chwili. Drogę zagrodzili
mu dwaj mężczyźni. Byli ubrani w długie, powłóczyste, czarne
szaty, a ich twarze malował obraz rozbawienia. Po chwili w ich
oczach pojawił się strach. Edan uniósł miecz i zobaczył, że
jego ręce płoną. Jego ciało płonęło! Jednak nie czuł bólu, a
wręcz przeciwnie. Jego ciało wypełniała nieludzka siła. Miecz
stopił mu się w dłoniach. Dwaj mężczyźni rzucili się do
ucieczki. Chłopak chcąc złapać ich wyciągnął rękę, która,
ku jego zaskoczeniu, wydłużyła się, trafiając w jeden ze sklepów
tuż obok nich wysadzając go w powietrze. Nie była to jednak
normalna ręka. Było to długie, wijące się ramię, stworzone z
jakiejś nieznanej, szkarłatnej substancji, przypominającej
wyglądem bardzo gęsty żel. Siła wybuchu cisnęła dwoma
mężczyznami o ziemię, dając Edanowi czas na dobiegnięcie do
nich. Przeciwnicy zaczęli się podnosić. Nie chcąc pozwolić im
zbiec, spróbował zgiąć rękę w pięść, jednak coś zatrzymało
jego palce. Coś jakby bardzo lekka, choć twarda jak kamień kula.
Nie zważając na to zamachnął się, uderzając najbliższego wroga
w twarz. Wtedy zorientował się, że na jego ręce rzeczywiście
była kula, choć nie taka jak sobie wyobrażał. Była to kula cała
stworzona z płomieni, które okalały ją połyskując krwawą
czerwienią. Uderzenie było tak silne, że wbiło mężczyznę w
ziemię. Jego twarz była cała we krwi, która ulatywała ze
zmiażdżonego nosa i ran, na których tańczyły jeszcze drobne
ogniki. W tym czasie drugi z nieznajomych cisnął w rozkojarzonego
chłopaka kulą uformowaną z wody. Ugodziła w twarz, lecz
momentalnie wyparowała.
Blondyn wstał powoli, a białka jego oczu
przybrały kolor czerni, ze złotymi źrenicami przypominającymi
kocie. Nie były to już oczy człowieka, a zwierzęcia, które do
tej pory leżało uśpione w jego ciele. W głowie chłopca cały
czas panoszyły się słowa „Oddaj mi swe ciało, a wypełnię
je mocą tak wielką, że nikt i nic się jej nie przeciwstawi”.
Widział świat oczami, które
nie należały już do niego jego ciało wypełniała straszliwa
energia, a kończyny nie słuchały jego woli. Mógł tylko patrzeć
jak jego ciało dokonuje straszliwych czynów. Gołymi rękami
rozdzierał ciała tych, którzy zniszczyli jego wioskę. Czuł jak
energia zaczyna rozrywać jego ciało. Mięśnie paliły żywym
ogniem, a serce waliło jak młotem. Wszyscy przeciwnicy leżeli
rozczłonkowani na ziemi, a jednak on nadal niszczył to co zostało
z jego wioski. Nagle zatrzymał się. Coś przykuło jego uwagę.
Wyciągnął szyję, a jego nozdrza szybko wciągały powietrze. Na
niewielkim pagórku, pokrytym jedynie krótką, zieloną trawą, stał
człowiek, którego twarzy nie mógł zauważyć z tej odległości.
Chłopak rzucił się w jego kierunku. Nieznajomy wykonał jakieś
ruchy rękoma i w jego dłoniach pojawiła się żółta kula, która
pomknęła w kierunku blondyna i trafiła w głowę. Uderzenie
pozbawiło go świadomości, lecz tuż przed zapadnięciem w ciemność
usłyszał wewnątrz umysłu przeraźliwy choć majestatyczny lament.
Był to lament pełen bólu i nienawiści. Lament więźnia, który
nie może uciec ze swojego więzienia.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
-
Chłopcze co ty ze sobą zrobiłeś?
Nad
bezwładnym, w tym momencie, ciałem Edana klęczał rosły
mężczyzna liczący sobie około czterdziestu lat, o długich,
srebrzystych włosach sięgających ramion i takiej też brodzie.
Patrzył na chłopca, który cały okolony był czerwonym ogniem.
Dodatkowo, jego kończyny były pokryte cienką, przezroczystą
błoną, pod którą pływał gęsty, szkarłatny płyn.
- Trzeba cię
stąd zabrać – powiedział z troską w głosie.
Wziął go na
ręce i przeniósł na miękką trawę. Podciągnął mu koszulę i
zobaczył czarne wzorki w kształcie płomyków układające się w
okręgi. W samym środku zaś było duże, czarne kółko. Była to
pieczęć symbolizująca człowieka, którego mocą obdarzył sam
bóg wybierając go na swego ziemskiego wysłannika - Pieczęć
Wybrańca. Starzec dotknął opuszkami palców na, których jarzyła
się żółta energia największego okręgu pieczęci i przekręcił
go. Pieczęć zajaśniała, a po chwili przygasła i zniknęła.
Podobnie stało się płomieniami, a oczy przybrały normalnej
błękitnej barwy. Teraz mężczyzna podniósł swoją koszulę, a
pod nią chował identyczną pieczęć, różniącą się tylko
wzorkami i wykonał tą samą czynność. Obok niego pojawił się
znikąd wielki, połyskujący złotą poświatą orzeł. Posadził
na jego grzbiecie chłopaka, po czym sam się na niego wspiął.
Wydawało się, że przez chwilę rozmawiał ze zwierzęciem. Orzeł
machnął potężnymi skrzydłami i odleciał w stronę odległych
Gór Wysokich.
- Nie bój się
chłopcze. Nie pozwolę by to się powtórzyło. Oby ofiara Soranta
i Karen nie poszła na marne. To wszystko moja wina – ostatnie
słowa wyszeptał sam do siebie, a jego głos przepełniał żal –
Nauczę cię nad tym panować choćby to miała być ostatnia rzecz
jaką zrobię w życiu.
A miało to
zająć długi czas, aż do momentu, w którym Edan sam odejdzie.
Piszesz fajnie, ciekawie, tło też masz niezłe, jednak popracowałabym nad wyglądem bloga, nagłówkiem, rozmiarem kolumn :)
OdpowiedzUsuńmonomentume.blogspot.com zapraszam :)
No, działo się :)
OdpowiedzUsuńStyl ciekawy, trochę a la bajka, ale niezły. Czyta się przyzwoicie, chociaż jak dla mnie za dużo opisu, za mało dialogu, ale to już takie prywatne skrzywienie. Pomysł moim zdaniem oryginalny i dla osób lubujących się w fantasy niewątpliwie interesujący.
Teraz czas na blog. Tło jest świetne, nie zmieniaj go! Brązowe (?) tło w zasadzie złe nie jest, ale można by je poprawić, aby bardziej komponowało się kolorystycznie z tłem... W ogóle jeśli chodzi o szablony jestem gorącą zwolenniczką wszelkich dziwnych bajerów typu tło postów półprzezroczyste, zaokrąglone rogi itp. ale może nie będę Cię tym zadręczać... Aha, bo zapomnę, jak masz linki w gadżetach, dobrze byłoby to jednak ujednolicić z kolorem, który ma czcionka w komentarzach. In bardziej kolory się zazębiają, tym lepiej. No i ten czarny na dole... To się chyba nazywa stopka? Lepiej, kiedy jest przezroczysta.
Hmm... Mam dobrą nowinę, to na razie koniec mojego zrzędzenia :)
Pozdrawiam i życzę weny ;)
Eh, czyli skłamałam, zapomniałam o jeszcze jednym: ramki gadżetów trochę dziwnie wyglądają.
UsuńDobra, teraz to już wszystko :)