sobota, 8 lutego 2014

Prolog Edana

Prolog Edana

   U podnóża Gór Białych leżało małe miasteczko. Zwało się ono Taren. Żył tam pewien piętnastoletni chłopiec imieniem Edan - wysoki, zawsze uśmiechnięty blondyn. O nim i jego przygodach właśnie wam opowiem. Zacznijmy od tego, że chłopiec ten przyszedł na świat w dzień letniego przesilenia. Gdy jego matka dawała mu życie tuż nad jej głową rozpętywała się burza z potężnymi piorunami. Jedno z nich trafiło owego chłopca w głowę. Na szczęście przeżył, a do tego bardzo szybko się rozwijał, pochłaniał nową wiedzę i był silniejszy oraz szybszy niż jakikolwiek inny młodzian w jego wieku. Ale wróćmy do teraźniejszości. 
   Edan właśnie był na skraju lasu, gdy niebo zrobiło się szare od dymu, a powietrze przeszyły lamenty i krzyki. W jego nozdrza uderzył zapach spalenizny. Znajdował się w pobliżu wyjścia z lasu; właśnie wracał z polowania. Ruszył pędem w kierunku wioski, a krzyki stawały się coraz głośniejsze. Wypadł z lasu i pognał w stronę palącego się miasteczka przygotowując łuk do strzału. Dwieście łokci od najbliższego przeciwnika puścił cięciwę, a strzała trafiła cel prosto między oczy. Miał smykałkę do korzystania z tej broni. Rzucił się do trupa i zabrał jego miecz. Minął drewnianą chatę z dachem pokrytym czerwoną dachówką i wypadł na główną ulicę. Rozejrzał się. Na jej końcu ujrzał grupkę ludzi okrążonych przez kilkunastu żołnierzy, odzianych w skórzane zbroje i futra różnorakich zwierząt, celujących prosto w przerażonych mieszkańców. Zobaczył matki tulące dzieci i mężów zasłaniających rodziny własnymi ciałami. Brzęk wielu cięciw dotarł do jego uszu i zobaczył padających przyjaciół, znajomych i rodzinę... oraz swoją ukochaną. Zatrzymał się nie mogąc zrobić kolejnego kroku. Był w szoku. Nie czuł niczego, ale po chwili jego umysł przejaśnił się. Jego ciało wypełniła żądza mordu i nienawiści, a ciało paliło żywym ogniem. Nie myślał o niczym innym jak o zemście. Ruszył pędem z mieczem w dłoni i bojowym okrzykiem, ale zatrzymał się po chwili. Drogę zagrodzili mu dwaj mężczyźni. Byli ubrani w długie, powłóczyste, czarne szaty, a ich twarze malował obraz rozbawienia. Po chwili w ich oczach pojawił się strach. Edan uniósł miecz i zobaczył, że jego ręce płoną. Jego ciało płonęło! Jednak nie czuł bólu, a wręcz przeciwnie. Jego ciało wypełniała nieludzka siła. Miecz stopił mu się w dłoniach. Dwaj mężczyźni rzucili się do ucieczki. Chłopak chcąc złapać ich wyciągnął rękę, która, ku jego zaskoczeniu, wydłużyła się, trafiając w jeden ze sklepów tuż obok nich wysadzając go w powietrze. Nie była to jednak normalna ręka. Było to długie, wijące się ramię, stworzone z jakiejś nieznanej, szkarłatnej substancji, przypominającej wyglądem bardzo gęsty żel. Siła wybuchu cisnęła dwoma mężczyznami o ziemię, dając Edanowi czas na dobiegnięcie do nich. Przeciwnicy zaczęli się podnosić. Nie chcąc pozwolić im zbiec, spróbował zgiąć rękę w pięść, jednak coś zatrzymało jego palce. Coś jakby bardzo lekka, choć twarda jak kamień kula. Nie zważając na to zamachnął się, uderzając najbliższego wroga w twarz. Wtedy zorientował się, że na jego ręce rzeczywiście była kula, choć nie taka jak sobie wyobrażał. Była to kula cała stworzona z płomieni, które okalały ją połyskując krwawą czerwienią. Uderzenie było tak silne, że wbiło mężczyznę w ziemię. Jego twarz była cała we krwi, która ulatywała ze zmiażdżonego nosa i ran, na których tańczyły jeszcze drobne ogniki. W tym czasie drugi z nieznajomych cisnął w rozkojarzonego chłopaka kulą uformowaną z wody. Ugodziła w twarz, lecz momentalnie wyparowała. 
  Blondyn wstał powoli, a białka jego oczu przybrały kolor czerni, ze złotymi źrenicami przypominającymi kocie. Nie były to już oczy człowieka, a zwierzęcia, które do tej pory leżało uśpione w jego ciele. W głowie chłopca cały czas panoszyły się słowa „Oddaj mi swe ciało, a wypełnię je mocą tak wielką, że nikt i nic się jej nie przeciwstawi”. Widział świat oczami, które nie należały już do niego jego ciało wypełniała straszliwa energia, a kończyny nie słuchały jego woli. Mógł tylko patrzeć jak jego ciało dokonuje straszliwych czynów. Gołymi rękami rozdzierał ciała tych, którzy zniszczyli jego wioskę. Czuł jak energia zaczyna rozrywać jego ciało. Mięśnie paliły żywym ogniem, a serce waliło jak młotem. Wszyscy przeciwnicy leżeli rozczłonkowani na ziemi, a jednak on nadal niszczył to co zostało z jego wioski. Nagle zatrzymał się. Coś przykuło jego uwagę. Wyciągnął szyję, a jego nozdrza szybko wciągały powietrze. Na niewielkim pagórku, pokrytym jedynie krótką, zieloną trawą, stał człowiek, którego twarzy nie mógł zauważyć z tej odległości. Chłopak rzucił się w jego kierunku. Nieznajomy wykonał jakieś ruchy rękoma i w jego dłoniach pojawiła się żółta kula, która pomknęła w kierunku blondyna i trafiła w głowę. Uderzenie pozbawiło go świadomości, lecz tuż przed zapadnięciem w ciemność usłyszał wewnątrz umysłu przeraźliwy choć majestatyczny lament. Był to lament pełen bólu i nienawiści. Lament więźnia, który nie może uciec ze swojego więzienia.

~*~*~*~*~*~*~*~*~

    - Chłopcze co ty ze sobą zrobiłeś?
    Nad bezwładnym, w tym momencie, ciałem Edana klęczał rosły mężczyzna liczący sobie około czterdziestu lat, o długich, srebrzystych włosach sięgających ramion i takiej też brodzie. Patrzył na chłopca, który cały okolony był czerwonym ogniem. Dodatkowo, jego kończyny były pokryte cienką, przezroczystą błoną, pod którą pływał gęsty, szkarłatny płyn.
    - Trzeba cię stąd zabrać – powiedział z troską w głosie.
    Wziął go na ręce i przeniósł na miękką trawę. Podciągnął mu koszulę i zobaczył czarne wzorki w kształcie płomyków układające się w okręgi. W samym środku zaś było duże, czarne kółko. Była to pieczęć symbolizująca człowieka, którego mocą obdarzył sam bóg wybierając go na swego ziemskiego wysłannika - Pieczęć Wybrańca. Starzec dotknął opuszkami palców na, których jarzyła się żółta energia największego okręgu pieczęci i przekręcił go. Pieczęć zajaśniała, a po chwili przygasła i zniknęła. Podobnie stało się płomieniami, a oczy przybrały normalnej błękitnej barwy. Teraz mężczyzna podniósł swoją koszulę, a pod nią chował identyczną pieczęć, różniącą się tylko wzorkami i wykonał tą samą czynność. Obok niego pojawił się znikąd wielki, połyskujący złotą poświatą orzeł. Posadził na jego grzbiecie chłopaka, po czym sam się na niego wspiął. Wydawało się, że przez chwilę rozmawiał ze zwierzęciem. Orzeł machnął potężnymi skrzydłami i odleciał w stronę odległych Gór Wysokich.
    - Nie bój się chłopcze. Nie pozwolę by to się powtórzyło. Oby ofiara Soranta i Karen nie poszła na marne. To wszystko moja wina – ostatnie słowa wyszeptał sam do siebie, a jego głos przepełniał żal – Nauczę cię nad tym panować choćby to miała być ostatnia rzecz jaką zrobię w życiu.
    A miało to zająć długi czas, aż do momentu, w którym Edan sam odejdzie.

3 komentarze:

  1. Piszesz fajnie, ciekawie, tło też masz niezłe, jednak popracowałabym nad wyglądem bloga, nagłówkiem, rozmiarem kolumn :)
    monomentume.blogspot.com zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, działo się :)
    Styl ciekawy, trochę a la bajka, ale niezły. Czyta się przyzwoicie, chociaż jak dla mnie za dużo opisu, za mało dialogu, ale to już takie prywatne skrzywienie. Pomysł moim zdaniem oryginalny i dla osób lubujących się w fantasy niewątpliwie interesujący.
    Teraz czas na blog. Tło jest świetne, nie zmieniaj go! Brązowe (?) tło w zasadzie złe nie jest, ale można by je poprawić, aby bardziej komponowało się kolorystycznie z tłem... W ogóle jeśli chodzi o szablony jestem gorącą zwolenniczką wszelkich dziwnych bajerów typu tło postów półprzezroczyste, zaokrąglone rogi itp. ale może nie będę Cię tym zadręczać... Aha, bo zapomnę, jak masz linki w gadżetach, dobrze byłoby to jednak ujednolicić z kolorem, który ma czcionka w komentarzach. In bardziej kolory się zazębiają, tym lepiej. No i ten czarny na dole... To się chyba nazywa stopka? Lepiej, kiedy jest przezroczysta.
    Hmm... Mam dobrą nowinę, to na razie koniec mojego zrzędzenia :)

    Pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, czyli skłamałam, zapomniałam o jeszcze jednym: ramki gadżetów trochę dziwnie wyglądają.

      Dobra, teraz to już wszystko :)

      Usuń