niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział I

Rozdział I
Wilczy Wojownik

   Szli przez las jakieś dwadzieścia minut. Mijali kolejne drzewa. Od czasu do czasu przechodzili przez jakąś polankę, ale oprócz tego cały czas widzieli to samo. Gdy tak kroczyli usłyszeli jakiś szelest. Z gęstwiny wyskoczył przed nich gigantyczny wilk. Miał pysk na poziomie twarzy Screamgour'a. Wyszczerzył na niego swoje wielki, białe i błyszczące kły. W jego czarnych jak noc oczach widać było złość. Powiedział:
- Czego tu chcesz człowieku?Chłopak był bardzo przerażony. Cofnął się o krok, a stojąca przed nim brązowa bestia gotowa była nań skoczyć w każdej chwili. Jednak spod kaftana Screamgour'a wyszedł mały wilczek, który nadal mu się nie przedstawił. Wilk spojrzał na szczenię.
- Możecie wejść. Sirmill, podejdź tu. 
Koło wilka pojawił się drugi. Miał szarą sierść, całkiem inną od brązowej sierści towarzysza. 
- Zaprowadzisz naszych gości do głównej sali. Król chce ich widzieć.
Sirmill skłonił się i odszedł. Screamgour zrozumiał, że ma iść za nim. Szli przez wioskę, w której żyli jednak nie ludzie, lecz wilki. Wszystkie ogromnych rozmiarów. Wychodziły ze swoich domostw, które swoją drogą były bardzo osobliwe. Żyły na drzewach równie nienaturalnie wielkich co ich mieszkańcy. W domostwach wygryzionych w pniach paliły się ogniska co bardzo zdziwiło chłopca i już miał się zapytać jak je rozpalają jednak wilczek ugryzł go w palec. Doszli do największego drzewa jakie kiedykolwiek widział. W pniu były wielkie wrota. Tak gigantyczne, że mogło nimi wejść dziesięciu ludzi obok siebie. Gdy weszli do środka, chłopak westchnął ze zdumienia. Wewnątrz pień był całkowicie wydrążony w kształt kolosalnej sali. Na jej środku było wielkie ognisko w kształcie wilczego pyska. Naokoło niego było kilkanaście podestów obłożonych skórami zwierząt. Na nich siedziały wilki. Jeszcze większe niż te, które stały przy wejściu do wioski. Przed nimi stało największe podwyższenie na którym siedział dumnie największy wilk w tej sali. Jego futro lśniło perłowo białym blaskiem, a z oczu emanowała inteligencja i spokój. Spytał się chłopaka, który był lekko przerażony:
- Nie bój się Screamgour. Tutaj jesteś bezpieczny. Uratowałeś jednego z moich poddanych. Jesteśmy ci za to bardzo wdzięczni.
W tym momencie wszystkie wilki w sali łącznie z królem ukłoniły mu się z szacunkiem.
- Ale czym wy u licha jesteście! - spytał ze strachem w oczach zmieszanym z palącą ciekawością.
- Nie „czym”, lecz „kim” chłopcze. Jesteśmy plemieniem Alduinów. Zapomnianą rasą szlachetnych i przedwiecznych wilków.
- Toś mi pomógł. Nie zorientowałbym się za nic, że jesteście wilkami – powiedział z rosnącą irytacją i nutą sarkazmu w głosie.
- Jak śmiesz, szczeniaku! Gdyby ten młody wilk nie powiedział mi kim jesteś już byś nie żył. Ale prościej - jesteśmy Strażnikami Lasu. Żyliśmy w odległej Pradawnej Puszczy na południu. Czy to cię zadowala?
- Owszem. Ale powiedzcie mi kto zniszczył moje miasto i zabił rodzinę. I co u licha ten wilczek o mnie powiedział? - prawie wykrzyczał, i starł z oczu łzy, lecz po chwili się opanował.
- Dobrze... Twoje miasto zniszczyła helgiańska armia i to ona zabiła twoją rodzinę. Nie to jest jest jednak najważniejsze. Najważniejszym jest twoje przez....
- Jak śmiesz mówić, że śmierć moich rodziców jest mało ważna ty zawszony kundlu! - wykrzyczał na całe gardło pozbywając się rosnącej w nim irytacji. Jednak w tym momencie władca wilków zszedł z tronu i powoli do niego podszedł. Screamgour nie okazywał nawet cienia strachu. Wilk podszedł bliżej i wyszczerzył kły, z których spływała gęsta ślina.
- Nie obchodzi mnie twoja rodzina. Jesteś częścią przeznaczenia tego świata i musisz się z tym pogodzić.
Chłopiec chciał już coś powiedzieć, ale ktoś mu przeszkodził.
- Wystarczy Lunn – po sali echem odbił się donośny, szlachetny głos.
Wilk skulił łeb i powiedział:
- Czy to ten?
Odpowiedział mu ten sam donośny głos.
- Tak. To jest ten.
Drzwi od sali otworzyły się powoli, a między ich skrzydłami wszedł z podniesionym łbem wielki, wilk. Większy od wszystkich tu zebranych. Jego aksamitne, czarne futro błyszczało w świetle ognia. Podszedł do Screamgour'a, który teraz odwrócił się w stronę drzwi. Czarny wilk podszedł do niego z boku i obrócił łeb w jego stronę. Chłopak zrobił to samo. Czuł emanującą z wilka troskę i nadzieję.
- Pokaż nam swój brzuch, chłopcze
Nie wiedział jak na to zareagować. Na jego twarzy malowało się zdziwienie.
- Brzuch, chłopcze. Pokaż brzuch.
Lekko ociągając się podciągnął starą lnianą koszulę, odsłaniając umięśniony brzuch. Wilk zbliżył do niego pysk. Chłopiec odskoczył.
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię.
Jakimś dziwnym sposobem te słowa wymazały z jego umysłu strach i zaprowadziły spokój. Stanął przed wilkiem w bezruchu, podczas gdy ten zbliżył ponownie pysk do brzucha i dotknął go nosem. Pod mostkiem poczęło pojawiać się pięć czarnych okręgów. Po chwili okręgi zmieniły się we wzór – kwadraty z wyciętymi na przemiennie górnymi i dolnymi ściankami. W centrum najmniejszego pierścienia malowało się idealnie kółko. Z niego odchodziły cztery linie z identycznym wzorkiem co na okręgach, idealnie pionowo jak i poziomo.
- Co to jest? To na moim brzuchu, nigdy tam tego nie było! Coś ty mi zrobił! - krzyknął w furii i strachu.
- A więc to ty... – powiedział w zamyśleniu Lunn
- Zawsze to miałeś, lecz było nie widoczne, aby cię chronić przed tymi, którzy chcieliby twojej śmierci. Tak jak wcześniej się dowiedziałeś, jesteś ważną częścią przeznaczenia tego świata.
- Ale czemu? Jak? Jak prosty chłopak może być częścią przeznaczenia świata? Kto powiedział, że to prawda?
- Ja. Ja przepowiedziałem, że się narodzisz i to ja nadałem ci siłę do kształtowania przeznaczenia. Gdybyś nie miał tej mocy, nie potrafiłbyś udźwignąć tego brzemienia.
- Ale o jakiej mocy mówisz?
- Dowiesz się w stosownym czasie. Sirmill, zaprowadź Screamgour'a do pokoju.
- Co? Skąd znasz moje imię?
- Dowiesz się w stosowanym czasie. Teraz idź spać.
Wyszli.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~


    - Wstawaj już.
    Screamgour wstał powoli. Nie wyspał się. Cały czas śnił o umierających bliskich i palonym mieście, w którym się wychował. Do jego oczu znów napłynęły mu łzy. Smutek jednak zastąpiła chęć zemsty na tych, którzy pozbawili go najbliższych. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Przypominało to budę, było jednak znacznie większe, na podłodze malowały się słoje, którymi ojciec uczył go liczyć wiek drzew. Sufit znajdował się wysoko i był podobnie wykonany, z tą różnicą, że znajdował się w nim komin, przez który uchodził dym z ogniska rozpalonego na środku pomieszczenia. Wstał z kupy zwierzęcych futer pełniących rolę łóżka. Obok niego stał ten sam wilk, który go tu zaprowadził ostatniej nocy. Przypomniał sobie, że ma na imię Sirmill. Skłonił mu się na co wilk odpowiedział:
    - Nareszcie wstałeś. Blyth już cię oczekuje.
    Podszedł do niedużego stolika stojącego za nim. Leżało na nim upieczone mięso.
    - Zjedz. Musisz mieć siłę na trening – powiedział Sirmill.
    - Jaki trening?
    - Jak to jaki? Ach... przecież ty nic nie wiesz. Dobrze. Zjedz to i zaprowadzę, cię na plac.
    Screamgour nie zadawał już więcej pytań. Po zjedzeniu śniadania szukał wyjścia z pomieszczenia. Wilk widząc to podszedł do niewielkiego otworu, który chłopak wcześniej uznał za okno i wyczołgał się przezeń. Młodzian wyszedł w ślad za nim. Otwór był bardzo niski. Tak niski, że musiał się czołgać, ale na tyle szeroki, że zmieściłoby się tam co najmniej trzech Screamgour'ów. Gdy zszedł na dół po konarach i pniach na dole czekał na niego Sirmill.
    - Możesz tam dotrzeć szybko lub wolno. Jak wolisz? - spytał.
    - Szybko – odpowiedział bez zastanowienia.
    - Dobrze, ale to dla mnie dyshonor. Robię to tylko dlatego, bo Lunn tak rozkazał. Nigdy nie zgodziłbym się, by człowiek na mnie jeździł.
    - To możemy pójść pieszo – rzekł, nie chcąc za nic urazić wilka.
    - Nie, nie możemy tracić czasu. Wskakuj na mój grzbiet.
    Szczerze powiedziawszy nie wyglądało to zachęcająco. Grzbiet co prawda wydawał się stabilny, ale wizja jazdy na wilku była dlań nieco odstraszająca. Po chwili zastanowienia wskoczył na wilka.
    - Lepiej się czegoś trzymaj – powiedział, po czym ruszył pędem przed siebie.
    Jazda była dosyć wygodna, oprócz tego, że strasznie trzęsło. Sirmill skręcał z gracją i zręcznie wymijał przeszkody. Wtedy Screamgour zrozumiał o co mu chodziło z brakiem czasu. Wilk kilkoma susami pokonał dystans, którego przejście chłopakowi zajęłoby jakieś trzy minuty. Okazało się, że wilcza wioska nie jest wcale mała. Dotarcie do celu zajęło im około minuty. Na dużym, okrągłym placu, którego granice wyznaczały spore drewniane pnie wbite w ziemię stały dwa wilki. Jeden z nich był tym czarnym jak noc wilkiem, który opowiadał mu wczorajszym wieczorem o przeznaczeniu, którego jest częścią. Obok niego stał mały wilczek, ten sam, którego znalazł wtedy w gęstwinie.
    - Jestem Blyth – powiedział wielki, czarny wilk – Jego chyba już znasz – wskazał pyskiem na wilczka – Nazywa się Conchan.
    Mały wilczek podszedł do Screamgour'a. Blyth rzekł:
    - Jesteś tego pewien Conchanie?
    - Tak. To on jest moim wojownikiem.
    - Chwila o co chodzi? - spytał chłopak z irytacją.
    - Podnieś go chłopcze – odrzekł Blyth.
    Podniósł go jak mu kazał. Wtedy Wilczek złapał zębami koszulę chłopca i dotknął nosem środka pieczęci, która zajaśniała błękitnym blaskiem. Chłopca przeszedł zimny dreszcz i nagle poczuł coś jakby obcą świadomość w swojej głowie.
    - Więc się udało. Teraz nie ma już wyjścia – usłyszał w głowie znajomy głos. Głos Wilczka.
    - Co się stało! – krzyknął do Blytha..
    - Teraz jestem twoim Convictorem – powiedział.
    - Kim? - zdziwił się.
    - Towarzyszem – wytłumaczył Blyth. - Połączył się z tobą nicią energii. Powinieneś być dumny. Ten młody wilk to ostatni z rodu Conoringów. Najświetniejszego z wilczych rodów. To oni byli pierwszymi wilkami.
    - To dla mnie zaszczyt – powiedział. Nastała długa cisza. - Czego mam się tu uczyć? - zapytał.
    - Magii, oczywiście. Conchan powiedział, że wczoraj walcząc z żołnierzem który zabił jego matkę użyłeś rotacji powietrza.
    - To była rotacja czego?
    - Powietrza. Każdy mag potrafi zrobić kulę korzystając ze swojego żywiołu, ale tylko zaawansowany mag potrafi użyć rotacji. A ty użyłeś jej, nie ucząc się wcześniej jak ją wykonać.
    - Jeżeli się nie uczyłem to w jaki sposób...
    - Instynktownie, ale i wtedy każdy mag użył by kuli, a nie rotacji.
    - Więc jak to możliwe.
    - Powiedziałem każdy mag, nie pół wybraniec.
    - Pół co? - spytał zaskoczony
    - Wytłumaczę jeszcze raz. Jesteś pół wybrańcem. Użyłeś rotacji powietrza, twojego żywiołu wrodzonego, co jest oznaką gigantycznego potencjału, która w tobie drzemie.
    - Dobrze ale kim jest ten wybraniec.
    - Achh... ciągle pytania. Wybraniec to osoba obdarzona częścią boskiej mocy. Ciebie upatrzył sobie sam Stranis – bóg powietrza, a właściwie to ja mu w tym pomogłem.
    - Co? Jak... ty?
    - Tak, ja. Nie jestem wilkiem chłopcze. Niech moje ciało cię nie zwodzi. Jestem poprzednim Wybrańcem Ognia i to ja mam za zadanie cię uczyć magii.
    - Ale...
    - Nic nie mów – przerwał mu Blyth.- Wiele lat temu miałem wizję. Traktowała ona, że gdy na ziemi będą wybrańcy czterech najwyższych bogów jeden z nich - wybraniec ognia będzie na tyle potężny, by pokonać wszystkich wybrańców oraz bogów i samemu władać światem. To jest pierwsza część przepowiedni.
    - A jaka jest druga?
    - Druga mówi o tym, że najpotężniejszy wybraniec będzie miał wybór. Stać się dobrym i oszczędzić innych wybrańców oraz bogów, bądź złym i samemu zapanować nad światem niszcząc dotychczasowy ład i porządek. Mówi ona, także o osobie, która ma uchronić świat przed przemianą Wybrańca Ognia w złego boga.
    - I kto nim jest?
    - Ty.
    - Co? - rzucił krótko.
    - Powiedziałem ci. Nic nie mów. Wracając. Larkin uznał, że to ja jestem tym najpotężniejszym z wybrańców i zabił mnie. Przewidziałem to jednak i przed faktem podzieliłem duszę na dwie części, z których jedna została w moim ciele, a drugą zapieczętowałem w ciele tego wilka, oczywiście za jego zgodą. I teraz możesz zadawać pytania.
    Larkin - władca Helgianu?
    - Tak ten sam. To jego wojska zniszczyły twoje miasto.
    - Szukali mnie?
    - Tak, ale nie tylko.
    - Więc kogo jeszcze.
    - Ach... Wybrańca ognia. Ale teraz zadam ci pytanie. Czy chcesz uczyć się magii?
    - Tak. Chcę, ale kto jest tym wybrańcem?
    - Gdybym wiedział to już by tu był. Więc chcesz się uczyć magii?
    - Tak.
    Dobrze więc. Twoim wrodzonym żywiołem jest powietrze, więc to je powinniśmy ćwiczyć na początku. Spróbuj teraz utworzyć rotację powietrza.
    - Nie potrafię.
    - Dlatego się tego uczysz. Wycisz umysł i skup się na dłoni.
Screamgour wyciągnął rękę przed siebie i spojrzał na nią. Naprężył mięśnie, ale nic oprócz tego nie poczuł.
    - Nie wychodzi mi – powiedział ze zrezygnowaniem.
    - Poczekaj. Podciągnij koszulę.
    Tym razem uczynił to bez zawahania. Wilk podszedł doń i położył łapę na pieczęci. Powiedział coś pod nosem i na pieczęci zajaśniało wszystkie pięć pierścieni i kółko umiejscowione w środku. Jarzyły się fioletowym światłem, a ze środka pieczęci zaczęły wydobywać się cztery linie wijące się po skórze jak węże. Gdy wyszły poza ostatni pierścień zatrzymały się, cała pieczęć zgasła i z powrotem nabrała czarnej barwy.
    - Co zrobiłeś? – spytał z przerażeniem chłopak.
    - Ulepszyłem twoją pieczęć. Teraz spróbuj wykonać rotację. Skup się na dłoni i zacznij obracać energią powietrze.
    Scremmgeour czuł się jakoś inaczej. Czuł przepływającą przez jego ciało energię, wiedział jak ją wykorzystać i, że za jej pomocą może zmienić świat. Skupił ją w dłoni, a wtedy przez małe otworki z jego palców zaczęła wydobywać się niebieskawa energia. Pochłonęła go całkowicie i mimowolnie zaczął obracać nią dookoła. Sam się tym zdziwił, ale zdawało mu się, jakby odruchowo wiedział co ma robić. Ze wszystkich stron widział jak powietrze jest wsysane do wnętrza kuli. Zerwał się wicher. Liście krążyły dookoła, gałęzie drzew chyliły się w stronę chłopaka. Kula na jego ręce zaczęła połyskiwać błękitem. W końcu przybrała ona ostateczny wygląd. Była idealnie okrągła, jej powierzchnia była ciemno błękitna, a wewnątrz stawała się jaśniejsza, by w centrum stać się biała niczym śnieg.
    - Dobrze, chłopcze! – musiał krzyczeć by nie zostać zagłuszonym przez szum wiatru - Teraz uderz w tamto drzewo! – wskazał na spory dąb po swojej prawej stronie.
    Screamgour podbiegł do niego i uderzył z całej siły w pień. Nie poczuł bólu. Kula przebiła gruby pień jak masło. Drzewo przewróciło się od siły uderzenia.
    - Masz wrodzony talent, chłopcze. Bogowie mądrze cię wybrali – wyszeptał, po czym zakrzyknął: - Spróbujmy jeszcze raz!


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~


   Screamgour siedział w wielkiej sali, w której miesiąc temu przyjął go Lunn - władca wilków, i w której dowiedział się jaką ma odegrać rolę w przyszłości świata. Obok niego siedział jego nauczyciel i Conchan, z którym połączył się nicią energetyczną. Wokół nich, na siedziskach wyłożonych skórami, siedziały inne wilki, a naprzeciw wielkich, misternie zdobionych drzwi siedział Lunn. Wodzowie żarliwie dyskutowali co zrobić w sprawie Larkina i jak odnaleźć Wybrańca Ognia.
- Lunnie, nie możemy siedzieć w tym lesie cały czas – powiedział z lekkim zdenerwowaniem Blyth. - Musimy włączyć się do walki.
- W otwartej walce nie mamy szans. Helgian ma ogromną przewagę liczebną – wyryczał szary wilk.
- Możemy przyłączyć się do Werglo. Przecież oni walczą z Helgianem już od dawna – rzekł spokojnie jeden ze starszych wilków.
- Tak, Werglo walczy już od kilku lat – dodał jakiś młodszy wilk.
- Werglo walczy tak jakby chciało, ale nie mogło. Od kilku lat nie było większej bitwy – skomentował wilk o brązowym futrze siedzący obok Screamgour'a.
- Tak? A ostatnia bitwa o Gród Malaika? To też nic? Zginęło ponad trzy tysiące Helgiańczyków.
- I prawie tylu samo wojowników Werglo – dodał Blyth smętnie.
- Przecież nie możemy wyjść z lasu i zaatakować Helgianu w walnej bitwie. Przegramy niechybnie – dalej ciągnął szary wilk.
- To może zaczniemy prowadzić wojnę partyzancką - zagaił Screamgour zrywając się z miejsca i próbując przekrzyczeć stado wilków.
Wszyscy ucichli. Nie wiedzieli co powiedzieć. Blyth, który podchwycił temat krzyknął:
- To jest dobry pomysł. Potrzebujemy ludzi do walki z Helgianem. Bo kto inny jak nie oni zrozumieją naturę wroga. Proponuję by założyć Ruch Oporu i by jego przywódcą był Screamgour! - ostatnie słowa wręcz wyryczał. Wszystkie wilki zaczęły wyć, niektóre skandowały imię Wilczego Wojownika – Screamgour'a.
- Niech tak się stanie! Załóżmy Ruch Oporu! - ogłosił Luun, który dotychczas siedział cicho na swoim tronie.
- Chwila, czemu mnie nikt nie zapyta o zdanie! Nie o to mi chodziło! Czemu nikt mnie nie słucha?! Bogowie, czemu się tak wkopałem!? - krzyczał Screamgour łamiącym się głosem.
I tak nikt go nie słuchał.

1 komentarz:

  1. Dlaczego oni tak dużo krzyczą? ;o
    I czy mógłbyś wyłączyć weryfikację obrazkową?

    OdpowiedzUsuń