Rozdział
I
Wilczy
Wojownik
Szli
przez las jakieś dwadzieścia minut. Mijali kolejne drzewa. Od czasu
do czasu przechodzili przez jakąś polankę, ale oprócz tego cały
czas widzieli to samo. Gdy tak kroczyli usłyszeli jakiś szelest. Z
gęstwiny wyskoczył przed nich gigantyczny wilk. Miał pysk na
poziomie twarzy Screamgour'a. Wyszczerzył na niego swoje wielki,
białe i błyszczące kły. W jego czarnych jak noc oczach widać
było złość. Powiedział:
- Czego tu
chcesz człowieku?Chłopak był
bardzo przerażony. Cofnął się o krok, a stojąca przed nim
brązowa bestia gotowa była nań skoczyć w każdej chwili. Jednak
spod kaftana Screamgour'a wyszedł mały wilczek, który nadal mu
się nie przedstawił. Wilk spojrzał na szczenię.
- Możecie
wejść. Sirmill, podejdź tu.
Koło wilka
pojawił się drugi. Miał szarą sierść, całkiem inną od
brązowej sierści towarzysza.
- Zaprowadzisz
naszych gości do głównej sali. Król chce ich widzieć.
Sirmill
skłonił się i odszedł. Screamgour zrozumiał, że ma iść za
nim. Szli przez wioskę, w której żyli jednak nie ludzie, lecz
wilki. Wszystkie ogromnych rozmiarów. Wychodziły ze swoich
domostw, które swoją drogą były bardzo osobliwe. Żyły na
drzewach równie nienaturalnie wielkich co ich mieszkańcy. W
domostwach wygryzionych w pniach paliły się ogniska co bardzo
zdziwiło chłopca i już miał się zapytać jak je rozpalają
jednak wilczek ugryzł go w palec. Doszli do największego drzewa
jakie kiedykolwiek widział. W pniu były wielkie wrota. Tak
gigantyczne, że mogło nimi wejść dziesięciu ludzi obok siebie.
Gdy weszli do środka, chłopak westchnął ze zdumienia. Wewnątrz
pień był całkowicie wydrążony w kształt kolosalnej sali. Na
jej środku było wielkie ognisko w kształcie wilczego pyska.
Naokoło niego było kilkanaście podestów obłożonych skórami
zwierząt. Na nich siedziały wilki. Jeszcze większe niż te, które
stały przy wejściu do wioski. Przed nimi stało największe
podwyższenie na którym siedział dumnie największy wilk w tej
sali. Jego futro lśniło perłowo białym blaskiem, a z oczu
emanowała inteligencja i spokój. Spytał się chłopaka, który
był lekko przerażony:
- Nie bój się
Screamgour. Tutaj jesteś bezpieczny. Uratowałeś jednego z moich
poddanych. Jesteśmy ci za to bardzo wdzięczni.
W tym
momencie wszystkie wilki w sali łącznie z królem ukłoniły mu
się z szacunkiem.
- Ale czym wy
u licha jesteście! - spytał ze strachem w oczach zmieszanym z
palącą ciekawością.
- Nie „czym”,
lecz „kim” chłopcze. Jesteśmy plemieniem Alduinów.
Zapomnianą rasą szlachetnych i przedwiecznych wilków.
- Toś mi
pomógł. Nie zorientowałbym się za nic, że jesteście wilkami –
powiedział z rosnącą irytacją i nutą sarkazmu w głosie.
- Jak śmiesz,
szczeniaku! Gdyby ten młody wilk nie powiedział mi kim jesteś już
byś nie żył. Ale prościej - jesteśmy Strażnikami Lasu. Żyliśmy
w odległej Pradawnej Puszczy na południu. Czy to cię zadowala?
- Owszem. Ale
powiedzcie mi kto zniszczył moje miasto i zabił rodzinę. I co u
licha ten wilczek o mnie powiedział? - prawie wykrzyczał, i starł
z oczu łzy, lecz po chwili się opanował.
- Dobrze...
Twoje miasto zniszczyła helgiańska armia i to ona zabiła twoją
rodzinę. Nie to jest jest jednak najważniejsze. Najważniejszym
jest twoje przez....
- Jak śmiesz
mówić, że śmierć moich rodziców jest mało ważna ty zawszony
kundlu! - wykrzyczał na całe gardło pozbywając się rosnącej w
nim irytacji. Jednak w tym momencie władca wilków zszedł z tronu
i powoli do niego podszedł. Screamgour nie okazywał nawet cienia
strachu. Wilk podszedł bliżej i wyszczerzył kły, z których
spływała gęsta ślina.
- Nie obchodzi
mnie twoja rodzina. Jesteś częścią przeznaczenia tego świata i
musisz się z tym pogodzić.
Chłopiec
chciał już coś powiedzieć, ale ktoś mu przeszkodził.
- Wystarczy
Lunn – po sali echem odbił się donośny, szlachetny głos.
Wilk skulił
łeb i powiedział:
- Czy to ten?
Odpowiedział
mu ten sam donośny głos.
- Tak. To jest
ten.
Drzwi od sali
otworzyły się powoli, a między ich skrzydłami wszedł z
podniesionym łbem wielki, wilk. Większy od wszystkich tu
zebranych. Jego aksamitne, czarne futro błyszczało w świetle
ognia. Podszedł do Screamgour'a, który teraz odwrócił się w
stronę drzwi. Czarny wilk podszedł do niego z boku i obrócił łeb
w jego stronę. Chłopak zrobił to samo. Czuł emanującą z wilka
troskę i nadzieję.
- Pokaż nam
swój brzuch, chłopcze
Nie wiedział
jak na to zareagować. Na jego twarzy malowało się zdziwienie.
- Brzuch,
chłopcze. Pokaż brzuch.
Lekko
ociągając się podciągnął starą lnianą koszulę, odsłaniając
umięśniony brzuch. Wilk zbliżył do niego pysk. Chłopiec
odskoczył.
- Nie bój
się. Nic ci nie zrobię.
Jakimś
dziwnym sposobem te słowa wymazały z jego umysłu strach i
zaprowadziły spokój. Stanął przed wilkiem w bezruchu, podczas
gdy ten zbliżył ponownie pysk do brzucha i dotknął go nosem. Pod
mostkiem poczęło pojawiać się pięć czarnych okręgów. Po
chwili okręgi zmieniły się we wzór – kwadraty z wyciętymi
na przemiennie górnymi i dolnymi ściankami. W centrum
najmniejszego pierścienia malowało się idealnie kółko. Z
niego odchodziły cztery linie z identycznym wzorkiem co na
okręgach, idealnie pionowo jak i poziomo.
- Co to jest?
To na moim brzuchu, nigdy tam tego nie było! Coś ty mi zrobił! -
krzyknął w furii i strachu.
- A więc to
ty... – powiedział w zamyśleniu Lunn
- Zawsze to
miałeś, lecz było nie widoczne, aby cię chronić przed tymi,
którzy chcieliby twojej śmierci. Tak jak wcześniej się
dowiedziałeś, jesteś ważną częścią przeznaczenia tego
świata.
- Ale czemu?
Jak? Jak prosty chłopak może być częścią przeznaczenia świata?
Kto powiedział, że to prawda?
- Ja. Ja
przepowiedziałem, że się narodzisz i to ja nadałem ci siłę do
kształtowania przeznaczenia. Gdybyś nie miał tej mocy, nie
potrafiłbyś udźwignąć tego brzemienia.
- Ale o jakiej
mocy mówisz?
- Dowiesz się
w stosownym czasie. Sirmill, zaprowadź Screamgour'a do pokoju.
- Co? Skąd
znasz moje imię?
- Dowiesz się
w stosowanym czasie. Teraz idź spać.
Wyszli.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
- Wstawaj już.
Screamgour
wstał powoli. Nie wyspał się. Cały czas śnił o umierających
bliskich i palonym mieście, w którym się wychował. Do jego oczu
znów napłynęły mu łzy. Smutek jednak zastąpiła chęć zemsty
na tych, którzy pozbawili go najbliższych. Rozejrzał się po
pomieszczeniu. Przypominało to budę, było jednak znacznie
większe, na podłodze malowały się słoje, którymi ojciec uczył
go liczyć wiek drzew. Sufit znajdował się wysoko i był podobnie
wykonany, z tą różnicą, że znajdował się w nim komin, przez
który uchodził dym z ogniska rozpalonego na środku pomieszczenia.
Wstał z kupy zwierzęcych futer pełniących rolę łóżka. Obok
niego stał ten sam wilk, który go tu zaprowadził ostatniej nocy.
Przypomniał sobie, że ma na imię Sirmill. Skłonił mu się na co
wilk odpowiedział:
- Nareszcie
wstałeś. Blyth już cię oczekuje.
Podszedł do
niedużego stolika stojącego za nim. Leżało na nim upieczone
mięso.
- Zjedz.
Musisz mieć siłę na trening – powiedział Sirmill.
- Jaki
trening?
- Jak to jaki?
Ach... przecież ty nic nie wiesz. Dobrze. Zjedz to i zaprowadzę,
cię na plac.
Screamgour
nie zadawał już więcej pytań. Po zjedzeniu śniadania szukał
wyjścia z pomieszczenia. Wilk widząc to podszedł do niewielkiego
otworu, który chłopak wcześniej uznał za okno i wyczołgał się
przezeń. Młodzian wyszedł w ślad za nim. Otwór był bardzo
niski. Tak niski, że musiał się czołgać, ale na tyle szeroki,
że zmieściłoby się tam co najmniej trzech Screamgour'ów. Gdy
zszedł na dół po konarach i pniach na dole czekał na niego
Sirmill.
- Możesz tam
dotrzeć szybko lub wolno. Jak wolisz? - spytał.
- Szybko –
odpowiedział bez zastanowienia.
- Dobrze, ale
to dla mnie dyshonor. Robię to tylko dlatego, bo Lunn tak rozkazał.
Nigdy nie zgodziłbym się, by człowiek na mnie jeździł.
- To możemy
pójść pieszo – rzekł, nie chcąc za nic urazić wilka.
- Nie, nie
możemy tracić czasu. Wskakuj na mój grzbiet.
Szczerze
powiedziawszy nie wyglądało to zachęcająco. Grzbiet co prawda
wydawał się stabilny, ale wizja jazdy na wilku była dlań nieco
odstraszająca. Po chwili zastanowienia wskoczył na wilka.
- Lepiej się
czegoś trzymaj – powiedział, po czym ruszył pędem przed
siebie.
Jazda była
dosyć wygodna, oprócz tego, że strasznie trzęsło. Sirmill
skręcał z gracją i zręcznie wymijał przeszkody. Wtedy
Screamgour zrozumiał o co mu chodziło z brakiem czasu. Wilk
kilkoma susami pokonał dystans, którego przejście chłopakowi
zajęłoby jakieś trzy minuty. Okazało się, że wilcza wioska nie
jest wcale mała. Dotarcie do celu zajęło im około minuty. Na
dużym, okrągłym placu, którego granice wyznaczały spore
drewniane pnie wbite w ziemię stały dwa wilki. Jeden z nich był
tym czarnym jak noc wilkiem, który opowiadał mu wczorajszym
wieczorem o przeznaczeniu, którego jest częścią. Obok niego stał
mały wilczek, ten sam, którego znalazł wtedy w gęstwinie.
- Jestem Blyth
– powiedział wielki, czarny wilk – Jego chyba już znasz –
wskazał pyskiem na wilczka – Nazywa się Conchan.
Mały
wilczek podszedł do Screamgour'a. Blyth rzekł:
- Jesteś tego
pewien Conchanie?
- Tak. To on
jest moim wojownikiem.
- Chwila o co
chodzi? - spytał chłopak z irytacją.
- Podnieś go
chłopcze – odrzekł Blyth.
Podniósł go
jak mu kazał. Wtedy Wilczek złapał zębami koszulę chłopca i
dotknął nosem środka pieczęci, która zajaśniała błękitnym
blaskiem. Chłopca przeszedł zimny dreszcz i nagle poczuł coś
jakby obcą świadomość w swojej głowie.
- Więc się
udało. Teraz nie ma już wyjścia – usłyszał w głowie znajomy
głos. Głos Wilczka.
- Co się
stało! – krzyknął do Blytha..
- Teraz jestem
twoim Convictorem – powiedział.
- Kim? -
zdziwił się.
- Towarzyszem
– wytłumaczył Blyth. - Połączył się z tobą nicią energii.
Powinieneś być dumny. Ten młody wilk to ostatni z rodu
Conoringów. Najświetniejszego z wilczych rodów. To oni byli
pierwszymi wilkami.
- To dla mnie
zaszczyt – powiedział. Nastała długa cisza. - Czego mam się tu
uczyć? - zapytał.
- Magii,
oczywiście. Conchan powiedział, że wczoraj walcząc z żołnierzem
który zabił jego matkę użyłeś rotacji powietrza.
- To była
rotacja czego?
- Powietrza.
Każdy mag potrafi zrobić kulę korzystając ze swojego żywiołu,
ale tylko zaawansowany mag potrafi użyć rotacji. A ty użyłeś
jej, nie ucząc się wcześniej jak ją wykonać.
- Jeżeli się
nie uczyłem to w jaki sposób...
-
Instynktownie, ale i wtedy każdy mag użył by kuli, a nie rotacji.
- Więc jak to
możliwe.
- Powiedziałem
każdy mag, nie pół wybraniec.
- Pół co? -
spytał zaskoczony
- Wytłumaczę
jeszcze raz. Jesteś pół wybrańcem. Użyłeś rotacji powietrza,
twojego żywiołu wrodzonego, co jest oznaką gigantycznego
potencjału, która w tobie drzemie.
- Dobrze ale
kim jest ten wybraniec.
- Achh...
ciągle pytania. Wybraniec to osoba obdarzona częścią boskiej
mocy. Ciebie upatrzył sobie sam Stranis – bóg powietrza, a
właściwie to ja mu w tym pomogłem.
- Co? Jak...
ty?
- Tak, ja. Nie
jestem wilkiem chłopcze. Niech moje ciało cię nie zwodzi. Jestem
poprzednim Wybrańcem Ognia i to ja mam za zadanie cię uczyć
magii.
- Ale...
- Nic nie mów
– przerwał mu Blyth.- Wiele lat temu miałem wizję. Traktowała
ona, że gdy na ziemi będą wybrańcy czterech najwyższych bogów
jeden z nich - wybraniec ognia będzie na tyle potężny, by pokonać
wszystkich wybrańców oraz bogów i samemu władać światem. To
jest pierwsza część przepowiedni.
- A jaka jest
druga?
- Druga mówi
o tym, że najpotężniejszy wybraniec będzie miał wybór. Stać
się dobrym i oszczędzić innych wybrańców oraz bogów, bądź
złym i samemu zapanować nad światem niszcząc dotychczasowy ład
i porządek. Mówi ona, także o osobie, która ma uchronić świat
przed przemianą Wybrańca Ognia w złego boga.
- I kto nim
jest?
- Ty.
- Co? - rzucił
krótko.
- Powiedziałem
ci. Nic nie mów. Wracając. Larkin uznał, że to ja jestem tym
najpotężniejszym z wybrańców i zabił mnie. Przewidziałem to
jednak i przed faktem podzieliłem duszę na dwie części, z
których jedna została w moim ciele, a drugą zapieczętowałem w
ciele tego wilka, oczywiście za jego zgodą. I teraz możesz
zadawać pytania.
– Larkin -
władca Helgianu?
- Tak ten sam.
To jego wojska zniszczyły twoje miasto.
- Szukali
mnie?
- Tak, ale nie
tylko.
- Więc kogo
jeszcze.
- Ach...
Wybrańca ognia. Ale teraz zadam ci pytanie. Czy chcesz uczyć się
magii?
- Tak. Chcę,
ale kto jest tym wybrańcem?
- Gdybym
wiedział to już by tu był. Więc chcesz się uczyć magii?
- Tak.
Dobrze więc.
Twoim wrodzonym żywiołem jest powietrze, więc to je powinniśmy
ćwiczyć na początku. Spróbuj teraz utworzyć rotację powietrza.
- Nie
potrafię.
- Dlatego się
tego uczysz. Wycisz umysł i skup się na dłoni.
Screamgour
wyciągnął rękę przed siebie i spojrzał na nią. Naprężył
mięśnie, ale nic oprócz tego nie poczuł.
- Nie wychodzi
mi – powiedział ze zrezygnowaniem.
- Poczekaj.
Podciągnij koszulę.
Tym razem
uczynił to bez zawahania. Wilk podszedł doń i położył łapę
na pieczęci. Powiedział coś pod nosem i na pieczęci zajaśniało
wszystkie pięć pierścieni i kółko umiejscowione w środku.
Jarzyły się fioletowym światłem, a ze środka pieczęci zaczęły
wydobywać się cztery linie wijące się po skórze jak węże. Gdy
wyszły poza ostatni pierścień zatrzymały się, cała pieczęć
zgasła i z powrotem nabrała czarnej barwy.
- Co zrobiłeś?
– spytał z przerażeniem chłopak.
- Ulepszyłem
twoją pieczęć. Teraz spróbuj wykonać rotację. Skup się na
dłoni i zacznij obracać energią powietrze.
Scremmgeour czuł się jakoś inaczej. Czuł przepływającą przez jego ciało energię, wiedział jak ją wykorzystać i, że za jej pomocą może zmienić świat. Skupił ją w dłoni, a wtedy przez małe otworki z jego palców zaczęła wydobywać się niebieskawa energia. Pochłonęła go całkowicie i mimowolnie zaczął obracać nią dookoła. Sam się tym zdziwił, ale zdawało mu się, jakby odruchowo wiedział co ma robić. Ze wszystkich stron widział jak powietrze jest wsysane do wnętrza kuli. Zerwał się wicher. Liście krążyły dookoła, gałęzie drzew chyliły się w stronę chłopaka. Kula na jego ręce zaczęła połyskiwać błękitem. W końcu przybrała ona ostateczny wygląd. Była idealnie okrągła, jej powierzchnia była ciemno błękitna, a wewnątrz stawała się jaśniejsza, by w centrum stać się biała niczym śnieg.
Scremmgeour czuł się jakoś inaczej. Czuł przepływającą przez jego ciało energię, wiedział jak ją wykorzystać i, że za jej pomocą może zmienić świat. Skupił ją w dłoni, a wtedy przez małe otworki z jego palców zaczęła wydobywać się niebieskawa energia. Pochłonęła go całkowicie i mimowolnie zaczął obracać nią dookoła. Sam się tym zdziwił, ale zdawało mu się, jakby odruchowo wiedział co ma robić. Ze wszystkich stron widział jak powietrze jest wsysane do wnętrza kuli. Zerwał się wicher. Liście krążyły dookoła, gałęzie drzew chyliły się w stronę chłopaka. Kula na jego ręce zaczęła połyskiwać błękitem. W końcu przybrała ona ostateczny wygląd. Była idealnie okrągła, jej powierzchnia była ciemno błękitna, a wewnątrz stawała się jaśniejsza, by w centrum stać się biała niczym śnieg.
- Dobrze,
chłopcze! – musiał krzyczeć by nie zostać zagłuszonym przez
szum wiatru - Teraz uderz w tamto drzewo! – wskazał na spory dąb
po swojej prawej stronie.
Screamgour
podbiegł do niego i uderzył z całej siły w pień. Nie poczuł
bólu. Kula przebiła gruby pień jak masło. Drzewo przewróciło
się od siły uderzenia.
- Masz
wrodzony talent, chłopcze. Bogowie mądrze cię wybrali –
wyszeptał, po czym zakrzyknął: - Spróbujmy jeszcze raz!
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Screamgour
siedział w wielkiej sali, w której miesiąc temu przyjął go Lunn
- władca wilków, i w której dowiedział się jaką ma odegrać
rolę w przyszłości świata. Obok niego siedział jego nauczyciel i
Conchan, z którym połączył się nicią energetyczną. Wokół
nich, na siedziskach wyłożonych skórami, siedziały inne wilki, a
naprzeciw wielkich, misternie zdobionych drzwi siedział Lunn.
Wodzowie żarliwie dyskutowali co zrobić w sprawie Larkina i jak
odnaleźć Wybrańca Ognia.
- Lunnie, nie
możemy siedzieć w tym lesie cały czas – powiedział z lekkim
zdenerwowaniem Blyth. - Musimy włączyć się do walki.
- W otwartej
walce nie mamy szans. Helgian ma ogromną przewagę liczebną –
wyryczał szary wilk.
- Możemy
przyłączyć się do Werglo. Przecież oni walczą z Helgianem już
od dawna – rzekł spokojnie jeden ze starszych wilków.
- Tak, Werglo
walczy już od kilku lat – dodał jakiś młodszy wilk.
- Werglo
walczy tak jakby chciało, ale nie mogło. Od kilku lat nie było
większej bitwy – skomentował wilk o brązowym futrze siedzący
obok Screamgour'a.
- Tak? A
ostatnia bitwa o Gród Malaika? To też nic? Zginęło ponad trzy
tysiące Helgiańczyków.
- I prawie
tylu samo wojowników Werglo – dodał Blyth smętnie.
- Przecież
nie możemy wyjść z lasu i zaatakować Helgianu w walnej bitwie.
Przegramy niechybnie – dalej ciągnął szary wilk.
- To może
zaczniemy prowadzić wojnę partyzancką - zagaił Screamgour
zrywając się z miejsca i próbując przekrzyczeć stado wilków.
Wszyscy
ucichli. Nie wiedzieli co powiedzieć. Blyth, który podchwycił
temat krzyknął:
- To jest
dobry pomysł. Potrzebujemy ludzi do walki z Helgianem. Bo kto inny
jak nie oni zrozumieją naturę wroga. Proponuję by założyć Ruch
Oporu i by jego przywódcą był Screamgour! - ostatnie słowa wręcz
wyryczał. Wszystkie wilki zaczęły wyć, niektóre skandowały
imię Wilczego Wojownika – Screamgour'a.
- Niech tak
się stanie! Załóżmy Ruch Oporu! - ogłosił Luun, który
dotychczas siedział cicho na swoim tronie.
- Chwila,
czemu mnie nikt nie zapyta o zdanie! Nie o to mi chodziło! Czemu
nikt mnie nie słucha?! Bogowie, czemu się tak wkopałem!? -
krzyczał Screamgour łamiącym się głosem.
I tak nikt go
nie słuchał.
Dlaczego oni tak dużo krzyczą? ;o
OdpowiedzUsuńI czy mógłbyś wyłączyć weryfikację obrazkową?